Nowości, Poradniki

NIEPORADNIK ŚLUBNY

Krótki poradnik ślubny dedykowany panom, ale Ty kochanieńka też przeczytaj, cobyś potem nie robiła chłopu scen i krzywdy. Kilka największy błędów, jakie można popełnić składając outfit na wesele. Sprawdź, nim będzie za późno.

OLEJ JEJ SUKIENKĘ

Zapamiętaj to sobie dobrze: nigdy, przenigdy nie pozwalaj, żeby kobieta szukała w twoim outficie połączeń kolorystycznych z jej sukienką. Nie daj się namówić na krawat w kolorze soczystego cynobru, czy koszulę o barwie palonej umbry. Jeśli kupiła sobie takie coś, niech dźwiga ten ciężar sama. Nie daj się wrobić w podróż po palecie RAL. Przecież nie będziesz przy niej stał przez całą imprezę. Staniesz sobie na szlugu wśród innych gości, wszyscy w śnieżnych bielach, a ty co, w wynalazku?

Rozumiem, że to może mieć pewien aspekt praktyczny. Wesele, impreza, wódeczka, po dwunastej nieraz trudno się odnaleźć. Owszem… będziesz jej majaczył na pijanym horyzoncie butelkową zielenią krawata, powiewał złamaną bielą koszuli. A i jej łatwiej będzie zidentyfikować twoje zwłoki nad ranem. Mimo to… nie. Tak nie rób. Nie chcesz być przecież dodatkiem do kobiecej kreacji. Niech jej wystarczy torebka, biżuteria, fascynator, czy co tam jeszcze wymyśli.

I pamiętaj: jeśli przyjdziesz do sklepu ze swoją kobietą, żeby wybrała ci krawat pod kolor jej sukienki, to wstydź się. Masz minus dziesięć punktów ode mnie i pewnie też od sprzedawców w tym sklepie. Jeśli ona jeszcze przyniosła ze sobą sukienkę, żeby znaleźć dokładnie ten sam odcień, to punktów minus sto. A jeśli stracisz cały dzień na poszukiwaniach takiego Graala, jeżdżąc od galerii do galerii, to, chłopie, nie mam nawet tylu minusowych punktów dla ciebie. Sam sobie wystaw ocenę. I zadaj w końcu pytanie: „co ja do cholery wyprawiam”?

Tylko nie zrozumcie mnie źle – nie ma niczego złego w kupowaniu krawatów przez kobiety. Krawat to taka jedwabna smycz. Kobiety uwielbiają kupować krawaty. Uwielbiają je dawać w prezencie. Jak chce, niech kupuje. Ale nigdy pod kolor swojej stylizacji. A jeśli będzie próbować, zapytaj, czy możecie odwrócić role i ganiać po sklepach za sukienką w kolorze twojego krawatu?

OLEJ KRAWAT

Tak właśnie. Jeśli nie umiesz w krawaty, nie wiesz jak wiązać, robić łezkę, dobierać węzeł do kołnierza, a wzór do garniaka, to lepiej sobie odpuść. Zakładanie krawata bez tej wiedzy, to wychodzenie na ring bez rękawic. Zły krawat potrafi zepsuć nawet najlepszy outfit. Chyba nie chcesz wyglądać, jak ten brzuchaty wujek z krótkim śledziem wyłożonym na brzuchu jak na półmisku. Albo z węzłem który wyszedł spod rąk pijanego marynarza.

Dlatego olej krawat. Lepiej rozepnij koszulę na dwa guziki, pokaż trochę klaty (chyba, że masz tam sweter) i ogarnij sobie zajebistą poszetkę. To taka (najczęściej) jedwabna chusteczka, kwadrat o wymiarach 30×30, którą wkładasz w małą kieszonkę piersiową w marynarce (brustasza). Z kolorów wybierz białą (bezpieczna opcja) albo bardzo wzorzystą. Poszetka ma się wyróżniać. Łapać tylko subtelne połączenia kolorystyczne z… nie, nie z sukienką twojej kobiety, z kolorem koszuli, bądź marynarki, lub spodni. Poszetka jest jak ta kolorowa rybka z rafy koralowej. Ma rzucać się w oczy.

A jak złożyć poszetkę? Dandysia fantazja stworzyła kilkadziesiąt tzw. foldów. Tobie wystarczą dwa: jeden grzeczny, oszczędny w wyrazie – nazywany jest prezydenckim. Złóż poszetkę tak, żeby znad kieszonki wystawał pasek materiału (jakieś 1,5cm). Drugi to już pełen luz. Zgnieć poszetkę, jak pismo od komornika i wciśnij do kieszonki. Tu liczy się nonszalancja, naturalność, sprezzatura. Nie jesteś gościem, który chucha i dmucha na każdy rożek swojej poszetki. Masz to gdzieś. Nie tresujesz złotych rybek.

BABCIĘ ZOSTAW W DOMU

Nie kupuj garniaka z mamą, babcią, ciocią czy inną kobietą, jeśli nie masz stuprocentowej pewności, że się na tym znają, bo np. szyły garnitury albo sprzedawały. Pozostałe pomocnice najpewniej coś tam niby wiedzą, czyli nie wiedzą. W sytuacji między tobą a sprzedawcą będą udowadniały, że nie są tam przypadkiem. To nie ich wina, tylko twoja. To ty poprosiłeś je o przysługę.

Znajdź sobie do pomocy kogoś, kto ogarnia temat. Zawodowego stylistę bądź stylistkę (np. mnie), kolegę, który robi w branży, albo interesuje się modą, nie tylko wtedy, gdy wchodzi na Zalando. Jeśli nie masz nikogo takiego w swoim otoczeniu, zaufaj sprzedawcy. Ale tylko dobremu sprzedawcy. Jeśli usłyszysz od niego teksty typu: „super w tym pan wygląda”, „pasuje do pana twarzy”, albo inne słodkopierdzące ogólniki, to uciekaj. Szukaj ludzi, którzy przy tobie skontrolują dopasowanie każdego elementu marynarki (ramion, klatki piersiowej, talii, bioder, rękawów i ogólnej długości), zaproponują przeróbki krawieckie i dadzą zniżkę. Nigdy nie kupuj garnituru w sklepie w pełnej cenie. To im ma zależeć, żeby go tobie sprzedać. W cenie garniaka jest jeszcze sporo przestrzeni na targi.

Jeśli przyjdziesz po garnitur z babcią, która w trendach zatrzymała się na Modzie Polskiej, a szafiarką była, nim jeszcze wymyślono szafy – jesteś sam sobie winien. Najpewniej skończysz w oversizie, za szerokich nogawkach i z długością rękawów dopasowaną do pozycji lunatykowania. Co z tego, że babcia powie, że piękny z ciebie kawaler. Komu chcesz się podobać na weselu? Wanna babcie?

DOPASUJ SIĘ

Musisz być jak James Bond i wtopić się w tłum. Nie ma w tym niczego złego, miliony ludzi na świecie ubierają się tak samo lub podobnie. Inaczej nie istniałyby trendy. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i w stadzie czuje się najbezpieczniej. Dlatego też owce pilnują, by wszyscy mieli na sobie wełnę. Ktoś w futrze może być wilkiem albo niedźwiedziem.

W kontekście wesela odpowiedni ubiór jest wyrazem szacunku. To jeden z prezentów, który dajesz parze młodej. Chyba, że grubo wypchasz kopertę sianem, wtedy może je mieć nawet w butach, do tego włożyć bermudy i hawajską koszulę; wszystko wybaczą. W innym przypadku narazisz się na „niezrozumienie”. Wielu ludzi nie zrozumie, co przyszło ci do głowy, żeby na wesele założyć jeansy i t-shirt z ulubionym zespołem.

Dlatego musisz dopasować się do stopnia formalności całego towarzystwa. Najlepiej zapytaj podczas zapraszania, jaki strój obowiązuje. Czy wesele organizowane jest w stylu glamour, czy rustykalnym, czy w ogóle total luz i wszystko wolno. Nie pozwól sobie na przesadę w obu kierunkach: overdressed, gdy ubierzesz frak na gardenparty, i underdressed, gdy wybierzesz chinosy z polówką zamiast garnituru.

A jeśli jesteś wolnym ptakiem, artystyczną duszą, nonkonformistą, freethinkerem, masz w dupie konwenanse, to ubierz się, jak tam sobie chcesz. Twój wybór i twoja odpowiedzialność. Nie dziw się tylko, gdy do grupowego zdjęcia ustawią cię skrajnie na flance, żeby móc potem łatwo wyciąć z kadru.

NIE PĘKAJ

Istnieje pewna niepisana zasada, która mówi, że nie należy ubierać się na wesele lepiej niż pan młody, co by nie ukraść show i nie przyćmić głównego aktora. O ile zgadzam się z wariantem kolorystycznym tej zasady i uważam, że kolor biały należy zostawić pannie młodej, o tyle ograniczenia w poziomie dopracowania outfitu traktuję jako wyssane z rosołu.

A co jeśli pan młody oleje po całości kwestię stroju? Albo podpowie mu w tym temacie stryjeczna ciotka? Wchodzisz na wesele, a tam główny zainteresowany ma na sobie plastikowy garniak, dwa rozmiary za duży, koszulę ivory, krawat szeroki jak sznurówka, na nogach kwadratowe pikolaki, a w klapie bukiet polnych kwiatów. Co robisz? Okrywasz się wstydem, przepraszasz i lecisz się przebrać? Nie, poprawiasz poszetkę i wchodzisz na pełnej.

Pilnuj jedynie dopasowania. Nie zakładaj smokingu, jeśli nie masz pewności, że wszyscy lub większość wzorem pana młodego lub na jego prośbę taki smoking włożą. W każdym innym wypadku miej w dupie to, czy wyglądasz lepiej. Cholera, staraj się wyglądać lepiej, wyglądać najlepiej jak potrafisz, lepiej od wszystkich wokół. Chyba, że nikogo tam nie znasz, to wiejskie wesele, a ty nie za bardzo umiesz się bić.

TYLKO DŁUGI RĘKAW

W krótkim rękawie koszuli będziesz wyglądał jak pracownik amerykańskiego korpo z lat 80. Jak Rysio z „Czasu surferów”, tylko, że on sobie tego kostiumu nie wybierał, a ty tak. Może ci przyjść do głowy bardzo prozaiczny powód, że wesele odbędzie się w lipcu, zapowiadają upały, więc w długim rękawie spocisz się jak szczur. Co innego krótki. Czterdzieści centymetrów mniej na łapie i jak ręką odjął. Paaanie, zupełnie inaczej.

Bzdura. O twoim komforcie cieplnym decyduje po pierwsze tkanina. W koszuli z domieszką poliestru będzie ci gorąco nawet gdyby w ogóle nie miała rękawów. Po drugie splot, czyli sposób w jaki tkanina jest tkana. Istnieją gęste sploty (popelina) i rzadkie (twill, oxford, giro inglese). Zapytaj o to w sklepie. Albo zaufaj zmysłom. Ustaw dłoń za tkaniną i dmuchnij. Jeśli poczujesz, że powietrze z łatwością przechodzi przez materiał, to masz odpowiedź i masz koszulę.

To tyle. Jak dalej nie kumasz, to pisz do mnie. A was drogie panie, wbrew temu co napisałem w pierwszych akapitach, upraszam o dopilnowanie, by na weselu wasz partner wyglądał jak trzeba. Jeśli nie umiecie mody męskiej, ogarnijcie mu fachową pomoc. Biedak sam się nie zmotywuje. Wam wystarczy makijaż, doczepiane rzęsy i paznokcie, koafiura na głowie i jakaś kiecka, byście wyglądały szałowo. On ma tylko ten nieszczęsny garniak.

Jeśli dotarłeś/aś aż tutaj, to nie zostawiaj komentarza.

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
1 rok temu

Zgnieć poszetkę, jak pismo od komornika😂- You made my day, dzięki.

Małgo
Małgo
1 rok temu

Poproszę ślubny nieporadnie w wersji dla Pań!